Dobry pomysł dla odważnych

Czasy są trudne.Takie stwierdzenie praktycznie zawsze znajdzie sobie wielu, a nawet bardzo wielu zwolenników. Obecnie jednak globalny kryzys sprawił, że trudno znaleźć kogoś, kto byłby gotów zaprzeczyć temu zdaniu, a to już o czymś świadczy. Oficjalnie Polska zdołała uniknąć kryzysowej pułapki, jednak prawda jest taka, że w czasach globalizacji również my odczuliśmy smutne konsekwencje załamania się światowych rynków.

Redukcje etatów sprawiają, że coraz przychylniej postrzegamy, nielubianą wcześniej metodę pracy na własny rachunek czyli jako freelancer. Tymczasem wielu freelancerów radzi sobie w tych czasach często lepiej niż drżący swój etat pracownicy. Freelancerów jest równie wiele, co zawodów, zatem opisanie doli każdego z nich byłoby zadaniem ponad miarę tego skromnego artykuły, dobrze jednak jest wybrać jakiś przykład. Niechaj będzie nim tutaj, tak wydawałoby się hermetyczny i trudny fach, jak fotograf ślubny. Dobry fotograf ślubny jest w stanie zarobić nawet po 2000 złotych na każdej sesji. Problemem jest jednak ich ilość, czyli to, co od zawsze spędza freelancerom sen z powiek – szukanie i zdobywanie zleceń. Początkujący fotograf rzadko posiada pieniądze na reklamę,jednak jeśli jest pomysłowy zawsze sobie poradzi. Jeden z najbardziej znanych fotografów ślubnych w Polsce, swoje pierwsze zlecenia zdobył chodząc po plenerach, gdzie zwykle fotografują się młode pary i oferując tam swoje usługi. Jak sam przyznaje przez pierwszych kilka miesięcy zdobył zaledwie trzy zlecenia, jednak później poprzez polecenie od klientów oraz rozszerzenie usług na zdjęcia komunijne i inne udało mu się zbudować znaną markę i obecnie nie ma wolnych terminów na rok do przodu, za jedną sesję ślubną bierze minimum 3000 złotych. Sposobów na zdobycie klienta jest oczywiście znacznie więcej, a ich ilość zależy też od wykonywanego zawodu, jeśli jednak czujemy, że potrafimy coś naprawdę dobrze, nie chcemy pracować „na kogoś” i nie boimy się zaryzykować, to freelancing jest dla nas doskonałym rozwiązaniem, nie tylko na codzienny stres, ale również na finansowe bolączki i to nawet w okresie największego kryzysy, gdyż właśnie wtedy freelancer okazuje się zwykle tańszy niż pracownik rozrośniętego etatowego molocha.

Komentarz: