Ewolucja branży windykacyjnej w Polsce.

Początek ery firm windykacyjnych w Polsce to, jak nietrudno się domyślić, początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, czyli początki gospodarki wolnorynkowej. Wówczas gwałtownie zwiększył się wolumen wartość transakcji z odroczeniem terminu zapłaty a zdefiniowani właściciele – indywidualni ludzie ( a nie państwo) ulegali nieraz pokusie niezapłacenia kontrahentowi. Inni chcieliby zapłacić, ale powinęła im się noga w biznesie, ktoś z kolei im nie zapłacił. Jeszcze inni w końcu sami płacą, ale jak najpóźniej, aby maksymalnie wykorzystać nie swoje pieniądze, obracać nimi jak najdłużej. Czyli, łącznie ujmując, kwintesencja przyczyn powstawania przeterminowanych długów, dzisiaj nic nowego. Rynek firm windykacyjnych wciąż dynamicznie rozwija się, przynajmniej w Polsce. Windykacja w takich miastach jak Warszawa, Poznań, Łódź, Kraków, Katowice, Lublin, Rzeszów to dla prawdziwych fachowców z tej branży istny raj, o ile można sobie pozwolić na takie określenie w tej, bądź co bądź, ponurej branży. Dla fachowców, a więc skutecznych windykatorów i wywiadowców (skuteczna windykacja bez dobrego wywiadu gospodarczego praktycznie nie istnieje), skupiających się na wyegzekwowaniu pieniędzy od dłużnika a nie na wyłudzeniu zaliczki od wierzyciela. zadziwiająco długo windykacyjni oszuści nabierali nieświadomych klientów, mamiąc ich sprytnie sformułowanymi umowami oraz zwłaszcza tekstami na stronach www, z buńczucznymi zapowiedziami i przechwałkami o swej rzekomej skuteczności. Ogłupiały klient wpłacał zaliczkę i czekał na piorunujące efekty nie wiedząc, że akta jego sprawy od razu wylądowały w koszu. Powiedzenie mówi że mądry Polak po szkodzie; dobrze że w końcu zmądrzał. Podejrzane firmy żądające zaliczek na rzekome rozpoznanie sprawy, jako rzekomego depozytu i pod nie wiadomo jeszcze jakimi pretekstami, niedługo nie będą miały racji bytu. To dobrze dla klienta, ale i dla rynku generalnie; dyscyplina płatnicza powinna się zwiększyć choćby z samej świadomości działania na rynku poważnych firm windykacyjnych. Zasada w jeżyku angielskim „no cure no pay” (brak efektów to brak wynagrodzenia) staje się w windykacji standardem. Wreszcie. Co najmniej nie bez znaczenia jest także coraz większa nieufność i obawa przed zlecaniem egzekucji długów zwykłym bandziorom. Jak marginalne zjawisko, zlecanie „chłopakom” ściągnięcia długu chyba zawsze będzie funkcjonować, ale tylko jako zjawisko marginalne, choć do tej pory i takie metody cieszyły się dużym uznaniem dość powszechnie.

Komentarz: