Media współwinne rozwojowi kryzysu?

Chyba każdy zdaje sobie sprawę jak ważną role w kreowaniu opinii publicznej pełnią media i jak potężną siłą dysponują.

Na początku kryzysu kredytów hipotecznych w USA media poszukując jak zwykle sensacji trąbiły wszędzie o wielkiej tragedii, opisując wszelkie wydarzenia w sposób potęgujący ich dramatyzm. To standardowe techniki językowe stosowane w mediach. Na przykład zamiast słów duży spadek pojawiały się określenia typu niewiarygodnie olbrzymie spadki a nawet określenia typu krwawy dzień, rzeź niewiniątek na parkiecie itp. Oczywiście tego typu komentarze niewątpliwie sprzyjają sianiu paniki w społeczeństwie.

Gdybyśmy nie żyli w czasach tak olbrzymiego przepływu informacji prawdopodobnie kryzys również nie przyjąłby tak ogromnych rozmiarów. To była samonapędzająca się machina – kryzys w USA + media.  W wielkim uproszczeniu cała sytuacja wyglądała następująco – pojawiły się pierwsze doniesienia o stratach banków wynikających z dużego zaangażowania w nierentowne kredyty wysokiego ryzyka subprime. Po pojawieniu się informacji automatycznie zareagowała giełda gwałtownymi spadkami. Giełda jest bardzo czułym rynkiem na takie informacje, więc spadki rzeczywiście były silne, co z kolei stanowiło idealny temat dla mediów i możliwości podnoszenia dramatyzmu tych wydarzeń. Także w błyskawicznym tempie informacje o problemach na giełdzie dotarły do inwestorów biernych, którzy inwestowali np. w fundusze inwestycyjne i inne instrumenty inwestycji długoterminowych. Nie trzeba było długo czekać na masowe wyprzedaże wszystkiego co się dało i wycofywanie kapitału z giełd na całym świecie. Jako, że z giełdy odpływał kapitał, akcje drastycznie taniały, a przecież banki również posiadały olbrzymie ilości akcji, więc zaczęły wykazywać straty, a niektóre nawet miały problemy z płynnością. Tu właśnie pojawił się nowy super temat dla mediów – giganci bankrutują. Tego typu informacje z kolei spowodowały strach u ludzi o swoje oszczędności w postaci depozytów – więc również zaczęli je wycofywać. Co z kolei wbiło nóż w plecy bankom i mam wielki kryzys gotowy – trudno dostać kredyt, nie ma pieniędzy na inwestycje i konsumpcję, spada globalny popyt i maleje produkcja, budownictwo itp., czyli mamy spadek tempa wzrostu  gospodarczego i tak dalej…

Komentarz: