Pod miastem czy w innym mieście?

Rynek nieruchomości zmrożony wraz z początkiem wielkiego kryzysu zdaje się powoli odżywać. Systematycznie wzrasta liczba ofert, równocześnie jednak także ceny pną się w górę. W efekcie wynajem lub kupno mieszkania w większym mieście w dalszym ciągu pozostaje zadaniem nie łatwym, zwłaszcza dla uboższych i klasy średniej.
Dobrym rozwiązaniem dla tej grupy wydają się być mieszkania w mniejszych miejscowościach – jak na przykład Mikołów dla Aglomeracji Śląskiej – oraz (przynajmniej czasowe) pogodzenie się z codziennymi dojazdami do pracy. W samej aglomeracji aktualnie nie jest bowiem łatwo o ofertę, która kusiłaby tak warunkami, jak i ceną, jeśli zaś mowa o pierwszym mieszkaniu – które zwykle bywa dwupokojowe – to znalezienie takie jest jeszcze trudniejsze, bowiem cieszą się one obecnie największym powodzeniem (z czego skrzętnie korzystają ich wietrzący interes posiadacze). Oczywiście dom położony w innej miejscowości to pewien problem – zwłaszcza jeśli musimy codziennie dojeżdżać do centrum, a nie dajmy na to gdzieś na obrzeża, jednak różnica w cenie może być sporą rekompensatą, a ponad to warto pamiętać, że czasy, gdy pracowało się przez całe życie w jednym miejscu dawno już minęły i raczej nie należy kupować domu z powodu posiadania etatu w tym czy innym miejscu. Jeśli zatem mamy świadomość, tego aby nasze pierwsze M traktować jako zakup czasowy (i nie planujemy w przyszłości przeznaczyć go na przykład na wynajem), to z pewnością warto zastanowić się nad szukaniem lokalu w całkiem sporej odległości od głównego miasta w regionie czy województwie (jedynym kryterium winien być ewentualny czas naszego dojazdu do pracy).

Komentarz: