Stać nas!

Polski dług publiczny przyrasta w tempie ponad 300 mln złotych dziennie i jest już ponad trzykrotnie większy niż miało to miejsce za rządów Edwarda Gierka, a co jak wiemy doprowadziło do ekonomicznej upadłości system, który czym jak czym, ale ekonomią przejmował równie mocno co prawami i wolnością człowieka czyli wcale.
Zdrowy rozsądek nakazywałby zatem szukać oszczędności gdzie to tylko możliwe i jak to tylko możliwe. Jednym z takich miejsc byłby, z natury swej utrzymywany przez państwo, system szkolnictwa. Tymczasem… W tym roku, jak i w paru już minionych okazało się, że miejsc na darmowych (czyli finansowanych przez państwo) studiach dziennych jest znacznie więcej niż chętnych. Oczywiście dotyczy to kierunków mało obleganych jak filozofia, kulturoznawstwo, fizyka czy turystyka i rekreacja. Tak czy inaczej obecnie przyjmowany jest tam każdy, kto tylko posiada maturę i złoży podanie. Większość chętnych w murach uczelnianych pojawi się tylko raz – po odbiór uprawniającej do zniżek (czyli życia na koszt państwa) legitymacji, które przez najbliższe pół roku – do sesji – pozwolą im zaoszczędzić trochę pieniędzy. Przez ten czas zaś, mało kogo interesujący wykładowcy przemawiać będą do pustych sal, w kosztownych w utrzymaniu budynkach, pobierając za to sowite pensje. Czy aby na pewno, tak powinno wyglądać szkolnictwo kraju, który niesamowitym sprintem zbliża się do finansowej przepaści? Chyba tak, w końcu wszyscy wydają się być zadowoleni, prawda?

Komentarz: