Sylwestrowa noc

Sylwestrowa noc – czy może być gorsze przeżycie dla naszych czworonogów ? Chyba nie … A boleśnie przekonaliśmy się o tym ja i mój pies. Na kilka minut przed północą razem z grupką znajomych wyszliśmy z mieszkania by wspólnie z innymi ludźmi na rynku podziwiać sylwestrowe fajerwerki. Musiałem wziąć ze sobą mojego psa, gdyż już raz kiedy został sam w mieszkaniu zdemolował mi całą kuchnię. Kiedy dotarliśmy na miejsce, każdy trwał w oczekiwaniu na godzinę 0.00.

Jednak dało się wyczuć narastające podniecenie. Nie podobało mi się natomiast to, że musiałem pilnować swojego czworonoga, gdyż ten chciał chyba obwąchać wszystkich ludzi zgromadzonych na rynku. Niecierpliwi, małoletni zaczęli właśnie rzucać petardy na co mój pies zareagował ujadaniem, i próbami zerwania smyczy. Na jakiś czas udało mi się go opanować. No … Przynajmniej mi nie uciekł. Istne szaleństwo zaczęło się , kiedy oficjalnie rozpoczął się Nowy Rok. Wybuchające fajerwerki doprowadziły mojego psa do takiego ataku strachu, że podkulił ogon i uprzednio zerwawszy smycz zaczął uciekać w kierunku domu. Pech chciał, że nadepnął na dwie rakiety , na szczęście o małej sile, które skaleczyły go w nogę.

Dogoniłem go dopiero przy drzwiach mieszkania, tam go opatrzyłem i starałem się go uspokoić, chociaż nadal był bardzo zdenerwowany. I to do takiego stopnia, że w każdej chwili spodziewałem się ataku. Na szczęście niedługo nawet echa wybuchów ucichły i pies się uspokoił. Od tej pory przed każdym sylwestrem wywożę go na wieś. Nie dość, że uniknie strachu przed fajerwerkami to jeszcze poodycha powietrzem pozbawionym smogu.

Komentarz: