Taka sobie oznaka kryzysu

O kryzysie finansowym napisano już setki jeśli nie tysiące artykułów. Pisano lepiej, pisano gorzej, analizowano przyczyny, głoszono prognozy, odwoływano je, kilkakrotnie obwieszczano koniec kryzysu i kilkakrotnie twierdzono, iż wszystko, co dotąd się wydarzyło to jedynie przygrywka i początek do prawdziwej recesji, z której Europa i Stany wyjdą już jako szare, wyblakłe tło dla chińskiej fortuny i gospodarczej dominacji na wiele dziesiątek, jeśli nie setek najbliższych lat.

Jak to jest naprawdę z tym kryzysem, nikt nie potrafi na to odpowiedzieć i jedyną (chociaż też często zaprzeczaną) prawdą jest, że kryzys istnieje i wciąż całkiem mu dobrze na świecie. Jedyne, co obecnie można o nim powiedzieć, to wskazywać na setki lub tysiące małych wydarzeń, które w taki lub inny sposób wskazywać mogą, iż kończy się on jednak lub też przeciwnie, iż czuje się lepiej.

Jednym z takich właśnie newsów – tu akurat mających stanowić światełko nadziei – są najświeższe informacje z brytyjskiego rynku nieruchomości. Jak wskazują najnowsze dane po raz pierwszy od prawie roku udało się zanotować wzrost cen nieruchomości w Zjednoczonym Królestwie. Według jednego z głównych brytyjskich dzienników ceny domów poszły w górę o prawie jeden procent (0,7), tym samym mamy tutaj do czynienia z tendencją wyrównującą spadek z lutego, kiedy to ceny spadły dokładnie o 0,7 procenta. Na chwilę obecną średnia cena domu w UK wynosi 164,5 tysiąca funtów. Czy jednak ta miła (dla gospodarki i właścicieli nieruchomości) niespodzianka może o czymś świadczyć? Z pewnością, jednak… z pewnością jest to zbyt mało, aby uznać, iż kryzys poczyna opuszczać wyspy.

Komentarz: